Strona Główna


Od Jordanu do finału You Can Dance PDF Drukuj Email
Wpisał: Basia Jendrzejczyk   
20.06.2008.

Rozmowa z Kryspinem Hermańskim – siemianowiczaninem, finalistą II edycji programu „You Can Dance”..

Basia Jendrzejczyk: Jesteś „świeżo upieczonym” finalistą You Can Dance, jak się z tym czujesz?

Kryspin Hermański: Dobrze, dziękuję.

BJ: Skąd decyzja o wzięciu udziału w programie? Czy jej żałujesz?

KH: Na pewno nie żałuję choć było parę minusów, które przesądzają, że nie trzeba było tam iść, np. rozpoznawalność, ta cała „sława”, do której nie jestem przyzwyczajony. Jest to miłe, ale czasami uciążliwe. Udział wziąłem, bo zawsze chciałem zobaczyć jak to wygląda, a namówili mnie znajomi.

BJ: Jak wiemy skończyłeś szkołę baletową, czy to znaczy, że taniec od dziecka Cię pociągał?

KH: Sam nie podjąłem decyzji o pójściu do szkoły baletowej, to było marzenie mojej mamy, ona mnie posłała do tej szkoły, ja nie wiedziałem w sumie, co to jest taniec. Ona mówi, że przejawiałem jakiś pociąg do tańca, ale ja sobie tego nie przypominam. Byłem mały, po prostu robiłem to, co każdy chłopczyk, czy dziecko powinno robić, czyli słuchać mamy. Mama chciała żebym poszedł do szkoły baletowej, więc powiedziałem, że pójdę. Z czasem to mi się spodobało, okazało się, że mam jakiś talent - tak się zakochałem w tańcu i do tej pory tańczę.

BJ: Obserwując Twoje występy, często jest to taniec klasyczny. W której technice czujesz się najlepiej?

KH: Nie mam swojej ulubionej techniki, mnie się wszystkie techniki i style podobają, może jedne mniej, a drugie bardziej, ale chciałbym tańczyć wszystko. Na razie tańczę trochę klasyki, choć ona już zanika, bo minęło trochę czasu, kiedy jestem po szkole. Lubię modern, modern jazz, a teraz chcę się zająć bardziej współczesnymi stylami, takimi jak hip-hop, house.

BJ: Podobno jesteś tancerzem Teatru Rozrywki, jak tam trafiłeś? W jakich spektaklach można Cię zobaczyć?

KH: Po szkole pracowałem w Zespole Pieśni i Tańca „Śląsk” przez 4 lata, po pewnym czasie trochę pracowałem w Operze na Zamku w Szczecinie, to była bardziej przyjazna współpraca, ponieważ potrzebowali tancerza na wyjazd i ja z nimi pojechałem. Później wróciłem na Śląsk i musiałem zacząć gdzieś pracować. Pierwsza instytucja, która mi się nasunęła na myśl to był Teatr Rozrywki, który ma renomę na Śląsku. Słyszałem, że jest to najlepszy teatr muzyczny w Polsce i to było pierwsze miejsce, do którego poszedłem na audycję i tak się dostałem. Pierwszym moim spektaklem był „West Side Story”. Wszedłem do niego już po dwóch tygodniach. Przygotowywali go już od jakiegoś czasu, ale żebym nie siedział to postanowili mnie do tego spektaklu wdrożyć. Później zacząłem wchodzić do „Jesus Christ Superstar”, „Spin”, „Rent”, „Rudolf Valentino”.

BJ: W Internecie wyczytałam, że przez jakiś czas współpracowałeś również ze Śląskim Teatrem Tańca, czy to prawda?

KH: Nie to nie jest prawda. To były praktyki szkolne. Zaczęło się od tego, że wybrano grupę dzieci ze szkoły, około 5 osób. Chodziliśmy do ŚTT na lekcje, uczestniczyliśmy w różnych warsztatach, zostałem zauważony przez Jacka Łumińskiego i postanowił mnie wziąć do spektaklu, ale to był mały epizod, miałem wtedy 13-14 lat i to była moja przygoda z ŚTT.

BJ: Czego nauczył Cię program?

KH: Pracy w telewizji, w programie telewizyjnym, a jeśli chodzi o taniec to wiele nauczyłem się wcześniej – w szkole, w teatrze, ponieważ trzeba było współpracować z ludźmi i jest to wspólne. Może lepiej mi się współpracuje, bo byli tam różnorodni ludzie, z odmiennych technik i trzeba było się z nimi w jakiś sposób dogadać. Choreografowie podciągnęli moje kwalifikacje, poznałem dużo nowych technik. Program nauczył mnie tego, że trzeba dużo pracować i nie poddawać się.

BJ: Jakie plany na przyszłość, jeśli chodzi o taniec?

KH: To się dopiero okaże z czasem, na razie chcę wrócić do teatru, ponieważ lubię teatr i dobrze się tam czuję, a jak trafią się jakieś propozycje, to jak najbardziej jestem otwarty.

BJ: Siemianowice to Twoje rodzinne miasto, czy Twoje pierwsze kroki w tańcu też miały tutaj źródło?

KH: Tak było:) Miałem chyba 7 lat, to była I, albo II klasa szkoły podstawowej, może coś robiłem wcześniej, ale już tego nie jestem świadomy, a tutaj [w Siemianowicach] był mój pierwszy świadomy występ - tańczyliśmy „trojaka” w szkole i uczyliśmy się go w Jordanie na ul. Chopina, blisko SP nr 21 - chodziłem tam do szkoły przez 2,5 roku. To był chyba mój pierwszy taniec, zaczynałem od „ludowizny” to pierwsze kroki, które pamiętam.

BJ: Na pewno jesteś teraz oblegany przez fanki i media, jak do tego podchodzisz?

KH: Może nie jestem aż tak oblegany przez fanki ani media, w sumie to mój drugi wywiad po programie, bo w czasie programu to wiadomo inna sprawa. Jestem trochę rozpoznawalny, tak jak już mówiłem w pewnych momentach jest to troszkę uciążliwe, ale jest to miłe. Tym bardziej jak ludzie gratulują i mówią, że szkoda, że nie wygrałem, że wysyłali na mnie sms-y.

BJ: W telewizji wspominałeś, że chcesz założyć rodzinę, czy znalazłeś już prawdziwą miłość?

KH: Z tą rodziną tak naprawdę to by się zgadzało. Uważam, że jestem w takim wieku, że zaczynam o tym myśleć, to nie jest jakiś mój wymysł tylko podświadomość jakoś działa, żebym chciał. A czy trafiłem na tą jedyną? Szczerze powiem, że jeszcze tego nie wiem.

BJ: W jednym z odcinków zatańczyłeś solówkę do utworu Dżemu „Do kołyski”, w wywiadzie wyczytałam, że jej fragment: „Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi” to Twoje motto życiowe. Czy twórczość Dżemu jest Ci szczególnie bliska, czy to tekst tej piosenki jest wyjątkowy?

KH: Akurat twórczość Dżemu i Ryśka Riedla jest mi bliska, ich teksty jakoś szczególnie trafiają do mnie, może nie wszystkie, ale ta muzyka trafia do mnie i lubię ten zespół, tym bardziej, że pochodzą ze śląska i aktualnie z nami pracuje wokalista Dżemu – Maciej Balcar - realizuje się i trochę się znamy.

BJ: Z kim z programu najlepiej Ci się tańczyło?

KH: Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo z jednymi osobami dobrze się dogadywałem, mogliśmy dużo zrobić, dogadać się w sprawach technicznych, a niektóre osoby były dobrymi tancerkami, ale ciężko było się porozumieć, miały miejsce różne sprzeczki, kłótnie. Najlepiej chyba dogadywałem się z Anią Radomską i potrafiłem z nią najwięcej zdziałać.

BJ: Czy jest coś prócz tańca, czemu oddajesz tyle samo pasji?

KH: Na razie nie ma. Wszystkiego po trochu robię, może chciałbym, ale nie mam na to czasu, środków. Uwielbiam pływać, tylko to wymaga akwenu wodnego, sprzętu i niestety nie stać mnie na razie na to, może z czasem coś się zmieni, ale uwielbiam pod żaglami i różnego typu sporty, ale niczemu nie oddaję tyle pasji, co tańcu. Tym bardziej, że taniec zajmuje mi większość czasu, ze względu na to, że pracuję w tym zawodzie i nie robię tego tylko z pasji, ale również zawodowo dla pieniądza – trochę to głupio brzmi, ale taka jest prawda. Ja z tego żyję, nie to co inni, którzy tańczą dla przyjemności, a robią coś innego.

BJ: Czy miałeś swojego faworyta w programie?

KH: Hmm… Chyba wszystkich faworytem na początku był Gieorgij, ale to raczej z powodu popularności, ale wszystko się zmienia. Tak samo na początku wszyscy nam mówili, że na popularność nie powinniśmy patrzeć, bo z programu na program wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie i nie wiadomo, co z tego wyniknie. Mogą dojść do finału takie osoby, po których byśmy się tego nigdy nie spodziewali, np. ja i Artur. Nikt nie stawiał na mnie, raz usłyszałem, że jestem „czarnym koniem”. Jak zaczynał się program wszyscy się pytali kim ja jestem, skąd się wziąłem i w ogóle co ja robię w tym programie, ponieważ nigdzie wcześniej mnie nie było widać. Takim moim cichym faworytem był Artur, który chyba najwięcej z nas pracował i patrząc za kulisami to wszystko co tam robił, bardzo się starał, jednak jest dużym profesjonalistą i nie wygrał chyba z przypadku – tak mi się wydaje. Bardzo dużo pracował i można wziąć z niego przykład.

BJ: W telewizji można było poznać Kryspina jako skromnego, skrytego i zdystansowanego mężczyznę, jaki jesteś na co dzień?

KH: Nie jestem taki zdystansowany, po prostu media kreują osobę w taki sposób, jak chcieliby pokazać – nie wiem, czy akurat w taki sposób chcieli mnie pokazać, ale tak im wyszło, ponieważ ja nie pchałem się przed kamery – nie wiem dlaczego, ale jakoś mnie to krępuje i to tzw. „szklane oko” mnie prześladowało, cały czas uciekałem przed nim i dlatego mnie chyba nie było widać przez większość czasu. Potem, gdy już nie miałem wyboru, ponieważ byłem w „szesnastce” musieli coś ze mną nakręcić. Na początku mieli ze mną wielki kłopot, ponieważ cały czas gdzieś uciekałem, ale jak widać to im nie przeszkodziło żeby mnie wziąć do tego programu, do finałowej „szesnastki”, może dlatego tak mnie telewizja wykreowała. Na co dzień może trochę wstydliwy jestem, ale potrafię porozmawiać z ludźmi. Fakt, że czasami siedzę i się nie odzywam, tak jakby mnie nie było, ale lubię słuchać, co ludzie mówią, może czegoś się nauczę, ale jak zacznę mówić to cały czas gadam. To jak telewizja nas kreowała, to jest część tego, co normalnie można by o nas powiedzieć.

BJ: Dziękuję za rozmowę.

Image

 

Komentarze
KrYspiNeczEK
Dodane przez Fanka_Kryspina.H. w dniu - 2008-06-24 13:44:27
Ten wywiad był tak wspaniały, żw czytałam go 6 razy i mi się nie znudził od począdku byłaś moim faworytem, a Grega nie lubiałam ja inne dziewczyny. Ide do na Twoje występ w Teatrze Rozrywki i zdjęcie te z próby mam w tepecie a Ciebie w kółku.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.

Powered by AkoComment 2.0 PL++
Polska adaptacja - © Copyright 2005 by APW Zwiastun - Joomla Demo PL

Zmieniony ( 20.06.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »